Autor:       Simon Paul Travaglia
Tłumaczenie: Andrzej Korcala

Pieprzony Operator z Piekła Rodem #5

Nudzi mi się, więc by jakoś zabić czas, czytam sobie pocztę użytkowników. Muszę przyznać, że dzisiaj jest wyjątkowo dużo SZCZEGÓLNIE nudnej poczty, ani jednej ciekawej wiadomości. Oczekiwałem PRZYNAJMNIEJ jakiejś tajnej wzmianki o poszukiwaniu po omacku w magazynie, ale nic. Więc nudzę się, a mózg mi się wyłącza przez te same co zwykle pierdoły o jakiś operacjach u krewnych i jaka pogoda po drugiej stronie świata i inne tego rodzaju brednie.

By zmiejszyć nudę, usuwam zaproszenie na przyjęcie z poczty użytkowników i zamieszczam na tablicy ogłoszeń pod username wysłającego w rubryce starsi.samotni.z.poważnymi.trudnościami.towarzyskimi oraz robię sobię notkę w dzienniku, żeby się tam pojawić z moją kamerą. To powinien być hit!

Następne w kolejności są medyczne bazy danych, w których lekarze zakładowi przechowują bieżące historie chorób zatrudnionych osób. Przeszukuję je szybko dla haseł "kiła" i "syfilis", po czym wyniki wysyłam lokalnemu brukowcowi. Maskuję się poprzez dodanie notki do komputerowego dziennika jednego z lekarzy, na wczorajszą datę, mówiącej: "500 dolarów, med zap dla gazety". Myślę, że to powinno wystarczyć... To ostani raz, kiedy nie przesunął innych spotkań, żeby mieć czas dla mnie...

Przekładam parę taśm z półki na wózek, by zrobić wrażenie, że naprawdę ich używamy, po czym zaczynam szukać po listach archiwów ukrytych xxx-stron ze zdjęciami. Znalazłem jedną, po czym uruchomiłem proces na koncie jakiegoś użytkownika, żeby sobie je ściągnąć obciążając go kosztami. Upewniłem się jeszcze, czy jest wystarczająco dużo miejsca na jego koncie, poprzez skasowanie wszystkiego co tam miał, a nie było związane z moim procesem. Były to jakieś zwykłe bzdury typu "Ostateczne wyniki pracy doktorskiej", które w ostatnich tygodniach robią się coraz większe.

No, wracam do poczty, a nuż stanie się coś ciekawego. Włączyłem przeszukiwnie całej poczty, ustawiając słowa kluczowe na "ciąża" oraz "poufne". Wyniki umieściłem anonimowo w grupie dyskusyjnej dla wszystkich zainteresowanych.

I wtedy zanim cokolwiek udało mi się zrobić, wyłączyli prąd! I już w następnej sekundzie zadzwonił telefon.

- Słucham! - rzuciłem rozdrażniony w słuchawkę. Kojot po raz kolejny był o włos, żeby zabić strusia Pędziwiatra!
- Czy komput...

Rzucam słuchawką. To sprawa życia lub śmierci. Tak szybko, jak tylko potrafię, wyrywam kabel zasilania komputera z UPS'a i w zamian wkładam wtyczkę od telewizora. Ku*wa! Kojot Wylie znowu chybił.

W międzyczasie wszystkie alarmy wyją jak szalone z powodu wyłączających się po kolei dysków. Ale wszystko jest w porządku mój Mac i terminal są i tak podłączone do UPS'a, od tak na wszelki wypadek. No i w mojej grze w 'Dark Castle' jestem już na poziomie 'Beer Factory'.

Telefon zadzwonił, więc wyłaczyłem przełącznik na UPS'ie i już przestał dzwonić. No, a teraz muszę się wziąść za udawanie, że pracuję. Wyciągnąłem krążek i kij do hokeja i zacząłem grać sobie o ścianę. Z zewnątrz, zaglądając przez okno, wygląda to tak jak bym był wyjątkowo zajęty pracą, jak zwykle zresztą.

10 minut później włączyli prąd. Padły dwa dyski, ale co mi tam do cholery, udało mi się nie stracić życia w grze, jestem na ostatniej planszy, a w telewizji kolejne kreskówki.

Dzwoni telefon, znowu jakiś dureń (jakże jestem zdziwiony)

- Pokój operatorów, słucham - mówię udając zapracowanego
- Dzieńdobry, kiedy komp...

Odkładam słuchawkę.

Dobrze mi idzie na tej planszy, muszę tylko minąć czarownika, który rzuca we mnie zaklęciami i jestem w środku!

Telefon znowu dzoni. Biorę słuchawkę do wolnej ręki.

- Operatorzy, słucham! - wykrzykuję do słuchawki, ciągle będąc głeboko w grze.
- Straciłem moje pliki. - wyszlochał mi użytkownik do słuchawki.
- No pewnie, że pan stracił. - odpowiadam, dekoncentrując się na wystarczająco długi czas, by czarownik wysmażył mnie zaklęciami.
- Pański username? - pytam z całą słodkością na jaką mnie stać.
Powiedział, zajrzałem na jego konto i rzeczywiście, ma rację. O cholera i to nawet nie ja to zrobiłem!
No, ale nic straconego. Zmieniam jego katalog login na NULL, ścieżkę zmieniam na '.', a komendę news zmieniam tak, by z jego starego katalogu były wysyłane BARDZO brzydkie wiadomości do szefa. Zostało mi tylko wymazać ślady obecności i zniknąć.



<<< Poprzedni  | Spis treści |  Następny >>>