Autor:       Simon Paul Travaglia
Tłumaczenie: Andrzej Korcala

Pieprzony Operator z Piekła Rodem #10
Zostałem zaproszony na odczyt jako gość w sympozjum na temat "Podstawy Operacji na Komputerach", zostawiłem więc pokój sterowania w kompetentnych rękach pana Stasia, woźnego i zszedłem na dół do sali wykładowej.

Odczyt się rozpoczął i wszystko szło w porządku, później było 10 minut dla studentów, by mogli zadać "prawdziwemu operatorowi" pytania dotyczące operacji na komputerach.

Wyciągam mój notes i pióro.
- Zanim zaczniemy, proszę podawać mi swój username zanim zaczniecie zadawać mi pytania, będzie mi łatwiej dostosować wasze problemy do terminów, które lepiej zrozumiecie.
Wykładowca pochłonął tą wypowiedź, moje osobiste podejście naprawdę do niego trafiły.
- Pierwsze pytanie, ty tutaj...
- Co pan uważa o prywatności jednostek, na dzielonym systemie wielu użytkowników?
- Twój username, proszę?
- CMS1103 - (piszu pisz, skrobu skrob)
- Komputerowa Prywatność... Hmmm. To trudne pytanie. Masz na myśli coś takiego jak czytanie email'i między tobą i twoim psychologiem o tym, że nie boisz się wychodzić z ubikacji?
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAGGGGGGGH!
- Och! Wygląda na to, że wyszedł - musiałem wybrać zły ten ZUPEŁNIE PRZYPADKOWY przykład. Następne pytanie. Może ty, tam...
- CMS1136. Chciałem się...
- Ach tak, 1136 jedyna osoba na uniwersytecie, która jest na liście dyskusyjnej alt.sex.podgladani.przez.marynarzy.w.ubraniach.mamusi
- To w czysto naukowych celach!
- No pewnie, że tak. Piszesz dość dużo opowiastek jak na naukowca, czyż nie?
- NNGggggAAAAAAAAAAAAAAAGGGHGH!
- Następny proszę...
...
..
Dwie minuty później sala wykładowa jest pusta.
To jest ten problem z tymi dzisiejszymi studentami, oni po prostu nie chcą się uczyć.

Wracam do pokoju sterowania, a pan Stasiu znowu zasnął przy klawiaturze. On chyba ma na oku moją pracę. Zapamiętuję sobie, żeby wejść do bazy wypłat i wykasować jego składki na ubezpieczenie zdrowotne i wypadkowe. Nie można być zbyt ostrożnym...

Odkładam słuchawkę na widełki pierwszy raz dzisiejszego popołudnia i niemal od razu zaczyna dzwonić. MAM JUŻ TEGO DOŚĆ! Przekierowywuję rozmowę na 997. To ich powinno nauczyć.
O kurde! Prawie bym już zapomniał odwrócić kolejną stronę z wymówką na dziś. "PRĄD STATYCZNY Z NYLONOWEJ BIELIZNY" Nie... Zbyt nieprawdopodobne - chociaż w niektórych przypadkach mógłbym to zastosować. Ale nie, nie będę się przemęczał. Wybiorę sobie kolejny. "PRĄD STATYCZNY Z PLASTIKOWYCH LINIJEK". No TO JEST wymówka z wyzwaniem!
Przywracam linię z powrotem do mnie, po czym przesuwam kosz tak, żeby stał na stosie wydruków - kolejna dobrze zrobiona robota. Dzwoni telefon, no może będzie większy ubaw!
- Halo?
- Dzień dobry, emmm..., w jaki sposób sprawdzić czy pliki mają poprawną nazwę?
- Po prostu wpisz 'spell' i nazwę pliku
- Dzięki

Jestem dziś jakoś cholernie miły. Szczególnie, że moja wersja komendy spell POWODUJE błędy zamiast je wykrywać. Coś jak zmiana przyjaciel na pszyjciel i vice-versa. A niech ich piekło...
Telefon dzwoni, to znowu oni.

- Coś jest nie tak z tą komendą spell.
- Dlaczego tak myślisz?
- Bo teraz moje pliki są popsute!
- To mi nie wygląda na 'spell'. Czy jesteś zalogowany przez swojego PC?
- Tak, ale mogę...
- Proszę, zostaw diagnostykę mnie... No, a teraz powiedz mi, czy jest gdzieś w pobliżu na biurku plastikowa linijka.
- Eeee... tak... - odpowiedział, szurając czymś po biurku
- No właśnie. Masz statyczne wzmocnienie na swoim twardym dysku, spowodowane zmianą pola elektrostatycznego wytworzonego przez linijkę - to samo co powoduje przyklejanie się do niej kawałków papieru kiedy potrzesz ją o ramie...
TRYB GŁUPOLA WŁĄCZONY
- Och. I co mogę zrobić?
- Wiesz w jaki sposób zrzuca się papier z linijki poprzez wielokrotne uderzanie nią o stół? A więc zrób to samo ze swoim pecetem. Powiedzmy 20 razy podnieś go na około 30 centymetrów ponad biurko i upuść.
- Aha. OK
łup
łup
łup
- Eeee... zgasł ekran
- Wszystko w porządku, tak się miało stać - kontynuuj. A gdy skończysz, z monitorem zrób to samo, ten prąd statyczny mógł przejść do niego po kablach.
łup
łup
łup...

Odwieszam słuchawkę. Po czym wstaję i idę na świeże powietrze ponalewać miodu do stacji dyskietek, gdy nagle jakiś gość wyglądający jak Lee Harvey Oswald podbiega do mnie i strzela, z tym że dźwięk dochodzi z pokoju operatorów i słyszę chichot byłego Zarządcy Systemu...

Później, w karetce, zdałem sobie sprawę, że zapomniałem zapytać tamtego głupka o jego username...
Potem wszystko zrobiło się czarne...


<<< Poprzedni  | Spis treści |  Następny >>>