Autor:       Simon Paul Travaglia
Tłumaczenie: Andrzej Korcala

Pieprzony Operator z Piekła Rodem #15

Jest ciepłe popołudnie. Szczególnie w pracowni komputerowej. Nie wiem, może jednak powinienem włączyć klimatyzację, ale do cholery mam katar i muszę siedzieć cieple.
Przewracam kartkę z dzisiejszą wymówką. Zakłócenia magnetyczne spowodowane kartami kredytowymi. Hmmm, na tyle zamieszane, że prawdopodobne. Dzwoni telefon.

- Halo, tu pokój operatorów.
- Dzień dobry. Chciałbym dołożyć pamięć do mojego komputera. Właśnie dokupiłem nowe pamięci i chciałbym się dowiedzieć czy moglibyście mi pomóc.
- No cóż, zazwyczaj nie było by problemu, ale dziś technicy są zajęci otwieraniem sejfu na kopie bezpieczeństwa, żeby się dowiedzieć, dlaczego tak od niego śmierdzi. Ale chyba mógłby pan sam je włożyć...
- Naprawdę? Myślałem, że to niebezpieczne?
- Nieeee... to całkiem bezpieczne. Trzeba tylko pamiętać o wyjęciu ich z tych głupich plastikowych torebek. Czy słyszał pan o pamięci statycznej RAM?
- Tak...
- A może pan wie dlaczego pakują statyczną pamięć RAM w antystatyczne torebki? Dla mnie to podejrzana sprawa!!! Pańskie pamięci już mogą być uszkodzone, więc lepiej szybko wyrzucić te torebki...
TRYB GŁUPOLA WŁĄCZONY
- Aha - szur, szur - W porządku, zrobione i co dalej?
- Ok. Teraz trzeba się pozbyć tego ładunku jaki te torebki przekazały pamięciom. Chyba pan nie chce zniszczyć swojego komputera? Niech się pan pozbędzie ubrań z wełny jeśli pan takie ma i zastąpi je jakimiś z tworzyw sztucznych. Teraz trzeba trochę pochodzić po jakiejś taniej wykładzinie, przeczesać kilka razy włosy, a potem włożyć kości pamięci w grzebień, tak żeby sztywno siedziały. Następnie trzeba włączyć komputer, potem włożyć i wyciągnąć pamięci około 10 razy, żeby się rozgrzały gniazda. Potem już tylko kilka razy szybko w ponaciskać wyłącznik komputera i już powinno być wszystko dobrze.
- Dzięki!
- Nie ma sprawy, to wszystko część serwisu technicznego.

Wychodzę na obiad, w końcu już byłem w pracy przez całe 10 minut. Wychodząc zobaczyłem laboratoria studentów. Usłyszałem w jednym z nich popiskiwanie terminala i poszedłem się rozejrzeć, by na jednym z ekranów użytkownika zobaczyć mnóstwo śmieci. Albo się chciał dowiedzieć czegoś o mnie, albo podejrzeć moje konto i dostał zrzut pamięci nazwany przeze mnie ".plan". Zanim się dowie co się stanie, skończy mu się czas przydzielony na pracę przy terminalu. Co za tragiczny pech.

Gdy wróciłem z obiadu po krótkim czasie kilku godzin, zacząłem przeglądać katalog Usenet'u alt.binaries.pictures.erotica. Po zrobieniu sobie kopii wykasowałem kawałki co dłuższych obrazków. Oczywiście nagrałem je na ostatnich taśmach z kopiami bezpieczeństwa.

Teraz nadszedł czas na oglądanie taśm video, które zabrałem z wypożyczalni po wcześniejszym zrobieniu zamieszania przez wyłączenie drukarek i odłączeniu telefonu. Okazało się jednak, że ktoś podczas mojej nieobecności zabrał magnetowid z mojego pokoju...

Zrobiłem dyskretne poszukiwania pod groźbą rm -r i dowiedziałem się, że teraz w jego posiadaniu jest sekretarka. Więc poszedłem na dół i powiedziałem, że chcę go z powrotem. Okazało się, że nie mogę go ot tak wziąć, że najpierw trzeba wpisać się do KSIĄŻKI, mówiąc kiedy będzie oddane, ile taśmy przez niego przejdzie, czy będę oglądał w systemie PAL czy NTSC itd. Później wszystkie dane są wpisywane do jej osobistego komputera (którego nie mogę dotykać, bo nie należy do nas), więc w każdej chwili może sobie zrobić wydruk z danymi kto pracuje, a kto nie w naszym wydziale.

Gdy wspomniałem, że go nie mam zamiaru oddać (w końcu to ja pierwszy potraktowałem ten magnetowid młotkiem), bo to ja powinienem go mieć przez cały czas, dowiedziałem się, że to niemożliwe i muszę sobie znaleźć inne video, bo ona musie mieć do niego dostęp przez 24 godziny na dobę w razie gdyby ktoś go potrzebował. A że zabiera swojego peceta na noc do domu, nie mam co myśleć o wpisaniu fałszywych wypożyczeń. Widzę to wszystko takie jakim jest naprawdę, czyli cichą próbą dostępu do źródła władzy (Pokoju Operatorów) przez Sekretarkę z Piekła Rodem.

Zdecydowałem ten jeden raz dać sobie spokój. W końcu udaje się jej w 20% trafiać w dostarczaniu poczty, więc może nie jest taka zła.

Następnego ranka, gdzieś o 14 gdy dotarłem do pracy zastałem na biurku 3 listy o innych rzeczach "źle skatalogowanych" jako "oczekujące na naprawę" (ten pie*lony technik doniósł, żeby mieć większe szanse na zaliczenie sekretarki, wielka szkoda, nawet go lubiłem) z notką od samego szefa autoryzującą sekretarkę do śledztwa w tej sprawie. Do tego wszystkiego dołączona była jeszcze jedna notka od sekretarki, że w związku z tym potrzebuje klucza i całodobowego dostępu do Pracowni Komputerowej.

KOLEJNY RAZ okazało się, że rzeczy zostawione same sobie, robią się jeszcze gorsze. Przeszedłem więc do działania. Znalazłem kable do komputera sekretarki RS232, sieciowy i telefoniczny i wyrwałem wszystkie z gniazdek. A co tam do cholery, wyrwałem jeszcze bezpieczniki linii elektrycznej dochodzącej do jej biura i włączyłem wyrwane kabelki do gniazdka.

Kilka minut później dzwoni telefon.
- CO SIĘ STAŁO Z MOIM POKOJEM?! - wykrzyczała do mnie sekretarka.
- Pani pokojem? - odpowiadam miłym i niewinnym głosem, sprawdzając jednocześnie skąd dzwoni. Aha, na dole w korytarzu.
- Tak, MÓJ POKÓJ! Nie ma prądu i nic nie działa.
- To straszne. Co pani robiła gdy wysiadło napięcie? Może coś głupiego?
- Nie robiła NIC głupiego! Pracowałam na moim pececie! - sposób w jaki mówi "mój" pecet naprawdę zaczyna mnie wkurzać.
- Pracowała pani na swoim pececie? - odpowiadam zamyślony.
- Tak! - odburknęła.
- Ale chyba nie na własnym osobistym komputerze?
- Tak... - Jeszcze nie wie do czego zmierzam.
Teraz właśnie sprawdza się podstawowe prawo Pieprzonych Operatorów z Piekła Rodem. Pieprzony Operator z Piekła Rodem nie tylko wygrywa. Wygrać może każdy. Pieprzony Operator wygrywa i całkowicie niszczy. To się nazywa prawdziwe wygrywanie.
- Mam nadzieję, że wyłączyła pani komputer zanim zadzwoniła?
- A to dlaczego? - odburknęła trochę niepewna.
- A to dlatego, że własność prywatna nie jest objęta polisą ubezpieczeniową wydziału. A tylko Bóg wie co się mogło stać z taką delikatnym osobistym sprzętem elektronicznym jak...
Usłyszałem jak bardzo cicho odkłada słuchawkę i biegnie na swoich szpilkach do drzwi. Podczas włączania bezpieczników zastanawiam się co będę dziś oglądał na video... Ciągle przy słuchawce usłyszałem mały wybuch co pewnie oznaczało, że jej komputer się popsuł...

10 minut później zadzwonił telefon w pokoju sterowania. To sekretarka, z głosem lekko podenerwowanym. Z jej sporadycznych wybuchów udało mi się zrozumieć prośbę o podłączenie jej kabli do terminala. Spytałem się czy ma może technika, który by mógł na to spojrzeć. Odłożyła słuchawkę.
Brak poczucia humoru.

Kolejne 10 minut później zadzwonił technik z informacja, że nie działa żaden z kabli. Powiedziałem mu, że to sprawdzę, po czym podłączyłem kabel sieciowy i telefoniczny. Został tylko RS232.

Następne 10 minut później wyrwał mnie z drzemki kolejny telefon. To technik starający się być superefektywnym dla sekretarki. Mówi, że RS232 ciągle nie działa. Daję mu jakąś wymówkę, że to pewnie brudne styki na wtyczce i proszę go o założenie nowej wtyczki. Słyszę jak odciął starą wtyczkę i zaczyna odzierać izolację z kabelków zębami. Wtedy podłączam mój koniec kabla do prądu.

Po usłyszeniu w słuchawce cichnącego "ERRRRRREEEERRKKK!", problem "źle skatalogowanych" sprzętów uznałem za rozwiązany.

Kolejny problem rozwiązany przez Pieprzonego Operatora z Piekła Rodem.

To brudna, obrzydliwa, śmierdząca, psia praca, ale ktoś musi ją lubić.


<<< Poprzedni  | Spis treści |  Następny >>>