Autor:       Simon Paul Travaglia
Tłumaczenie: Andrzej Korcala

POPR-a przewodnik bezpieczeństwa na lotniskach
PFY udaje świnkę morską
Opublikowane: 2006-12-28, tłumaczenie 2007-01-17

Rok 2006, odcinek 44


Ach, co za dziwne wichry losu nas niosą. Raz w dobrym, raz w złym kierunku.

W złym, kiedy to uwierzyłem, że mój zaufany współpracownik potraktuje mnie z szacunkiem, na jaki sobie zasłużyłem latami ciężkiej pracy w dziale IT. Zwinął ukradzione przeze mnie prezenty świąteczne, a mnie zamknął w windzie. A w dobrym, kiedy to szef, przyszła ofiara photoshopowego szantażu, zadzwonił po serwis do windy, bo mu się nie chciało znosić swoich prezentów trzy piętra w dół po schodach.

Tak więc wydostałem się z mojego windzianego więzienia...
...i pałam żądzą zemsty.

Pierwszy przystanek - Pokój Sterowania - ale PFY już od dawna nie ma. Przystanek drugi - biurko sekretarki, bo to więcej niż pewne, że współpracowali ze sobą. Ale i ona szybko opuściła biuro. Szybkie przeszukanie jej biurka niczego nie dało, ale po kilku chwilach zastanowienia (plus te godziny uwięzienia w windzie) miałem już gotowy plan...

Krótki email do Kasi z zamówieniem paczki spinaczy, odbił się z odpowiedzią, że jest na tygodniowym urlopie w Hiszpanii i nie będzie można się z nią w tym czasie skontaktować. Wrzuciłem płytkę z Knoppiksem do komputera PFY i przeszukiwałem zawartość dysku, aż znalazłem pliki tymczasowe przeglądarki. Kilka transakcji z biurem podróży. Interesujące...

Dalsze przeszukiwania wykazały skasowany dokument PDF z fakturą za e-bilet i informacjami dotyczącymi odlotu. I - cóż za radość! - odlatuje dopiero za kilka godzin!

Podczas, gdy PFY i Kasia w oczekiwaniu na samolot popijają sobie drinki na lotnisku Heathrow, ja rzucam kilka czarów na serwer telefoniczny lotniska... To zbrodnia, jak mało wysiłku włożono w ich właściwe zabezpieczenie. Szybki przegląd zawartych tam informacji, dał mi kilka nazwisk, telefonów i miejsc. Kilka zmian w systemie później pędzę metrem do Heathrow...

Jestem na miejscu 10 minut przed planowanym odlotem, dokładnie o to mi chodziło. Czas gra tu wielką rolę - zbyt szybko i nie wsiądą do samolotu, zbyt późno i mój plan nie zadziała. Szukam wybranej wcześniej budki telefonicznej i wstukuję numer biura odpraw.
- Halo?
- Cześć, tu Janek z obsługi bagażowej. Mamy tu rozwaloną walizkę i chciałem się dowiedzieć czy samolot już poleciał.
- Który lot? - Zapytał bez sprawdzenia kim jestem. W końcu na wyświetlaczu telefonu pokazało mu się, że dzwonię obsługi bagażowej...
Podałem mu numer lotu PFY i Kasi, po czym dowiedziałem się, że właśnie odleciał.
- Możemy dać znać właścicielowi jak doleci na miejsce. Podaj mi, proszę, numer bagażu.
- Niestety nie mogę - wzdycham - walizka wpadła w mechanizm taśmociągu i poszarpało ją na kawałki. Jest tylko kawałek metki z nazwiskiem pasażera. Wystarczy?
- Jasne.
Podaję mu nazwisko PFY i zaczynam historyjkę, o tym jakie to zawodne są te taśmociągi z serii C17-A i że nie powinni zmieniać tych niezawodnych dwunastek z Brystolu, bo przecież korzystano z nich podczas wojny w Zatoce Perskiej, żeby ładować amunicję itp. itd., aż w końcu gość mi przerwał.
- Dobra, to ja przesyłam wiadomość na drugą stronę, żeby przekazali temu pasażerowi informację, jak dotrze na miejsce. Możesz wrzucić zawartość walizki i dać do wysyłki?
- Jest jeden problem - mówię wcielając się w rolę Janka. - Dam radę spakować to w torbę 3T4, chociaż nie są tak wytrzymałe, jak 3F4. Tyle, że ich koszt jest dwukrotnie wyższy od 3T4. Niestety nie pozwalają nam na pakowanie prochów w przezroczyste torby.
- Prochów?! - zaskoczył nagle.
- No, jakieś lekarstwo na katar.
- Acha... - powiedział zawiedzionym głosem.
- Tak, te jakieś tabletki przeciwzakrzepowe. Te, których biedacy używają zamiast Viagry. Jest ich tu z dziesięć pudełek.
- DZIESIĘĆ PUDEŁEK! - wysapał.
- Tak, i prezerwatywy. Od cholery prezerwatyw. Wygląda na to, że zużył już trzy paczki. Szczęściarz.
Zanim Janek zaczął mówić o paczce świątecznej z Hiszpanii, jaką dostał jeszcze w 1974, koleś z obsługi kazał mi czekać, podczas gdy sam rozmawiał na drugiej linii z obsługą klienta.
- Dobra, wszystko załatwione, skontaktują się z działem obsługi klienta w Hiszpanii, tylko przynieś tę torbę tak szybko, jak to tylko możliwe.
- No chyba sobie żartujesz! Jest nas tu dwóch, a jeden z C17 w rozsypce. Zadzwoniłem do kilku pracowników i być może jednemu z nich uda się podrzucić to do ciebie w ciągu godziny.
- Chwila... Dobra, mówią że przytrzymają tego gościa tam na miejscu.
- Ok, to na razie - powiedział Janek. Odłożyłem słuchawkę i udałem się w stronę metra.

Wygląda na to, że PFY dostanie więcej seksu, niż na to liczył...
<<< Poprzedni  | Spis treści |