Autor:       Simon Paul Travaglia
Tłumaczenie: Andrzej Korcala

...Pieprzony Operator z Piekła Rodem obchodzi święta 1995...

Dzień dziś bardzo spokojny po tym jak się zrobiło zwarcie na kablu sieciowym. Nie wygląda na to, by ktoś wiedział co się dokładnie stało, po za tym, że sieć padła.

W sumie to wszystko się dziś dzieje raczej powolutku. Tak powoli, że udało mi się znaleźć trochę czasu dla naszych pracowników, żeby im powiesić na ścianie portret szefostwa, który będzie ich inspirował do lepszej pracy oraz podbudowywał ich na duchu. Oczywiście używanie pistoletu na kołki do zawieszenia zdjęcia jest może lekką przesadą, ale w ścianie była przeszkoda, przez którą nie można się było przebić zwykłym gwoździem. Przeszkoda, która przypadkowo wyglądała jak gruby kabel sieciowy.
Mam nadzieję, że szybko znajdą uszkodzenie.

W międzyczasie zabijam nudę ożywiając krasnoludki w biurach. No wiecie te krasnoludki, które podkradają prezenty typu: butelki wina z podpisem "W podziękowaniu", jakieś świąteczne paczki żywnościowe itp., od wdzięcznych użytkowników. Nikt raczej nie zgłosi ich zaginięcia, bo równałoby się to z przyznaniem, że nie przekazało się ich szefowi do "równego" podziału między wszystkich.

Siedzę więc sobie w biurze pana Brown-Nose, a tu nagle zadzwonił telefon. Co mi tam, w końcu to święta Bożego Narodzenia, czas zakopać topór wojenny i pomóc użytkownikom.

- Halo.
- Jak długo nie będzie działać sieć?
- Myślę, że tylko kilka dni.
- Ale ja muszę poprawić faktury na jutro!!
- Niestety to niemożliwe. Przykro mi, powinien pan o tym pomyśleć wcześniej. Tak szczerze mówiąc, to nie możemy sobie pozwolić na dotowanie pańskich pomyłek i braków w kasie.
- A...
- Żadnych ale, może i co jeśli. To pańska wina.
- Czy wie pan kim ja jestem?
- No cóż, identyfikacja numeru pokazuje, że nazywa się pan Charleston, główny księgowy zresztą. No i muszę przyznać, że głos przypomina mi liczykrupę i mięczaka, typowego biurokratę, który bardzo potrzebuje dziesięciu minut spotkania sam na sam ze zszywaczem i ze mną.
- Co?
- Ogłuchłeś czy co, ty wymiękły liczykrupo?
- Jjj... jaa... - wybełkotał

Topór wojenny DOBRZE zakopany. Odwieszam słuchawkę. Już miałem wyjść, gdy zauważyłem, że właściciel biura zostawił uprzywilejowaną sesję na ruterze. Szybkie klikity klik i ruter się zresetował zgodnie z "zapomnianym" przez niego planem. Szybkie piszu pisz i na jego biurku pojawia się notka, że to właśnie miał zamiar zrobić.

Pięć minut później jestem już w sali komputerowej. Wrzucam moje łupy do pudełek po starych 12 calowych dyskietkach. Zostawienie dyskietek rozrzuconych wokół zwróciłoby tylko niepotrzebną uwagę i podejrzenia, wyrzucam je więc do kosza, gdzie powinny już trafić lata temu. No może jedynym usprawiedliwieniem na to, że nie zostały wyrzucone było to, że mają na sobie jakieś cenne dane.

Zadzwonił telefon operatora i czuję się zobowiązany moją przeszłością odebrać. Poza tym operatorzy słyszeli pogłoski o tym, że w piwnicach instalują 48 dyskietkowe oprogramowanie i pobiegli tam z przenośną niszczarką dyskietek. Jeśli dobrze ich nauczyłem (a raczej tak się stało), to wykasują tylko dyskietkę 47, pod pretekstem analizy anomalii magnetycznych...

- Czy to operator?
- Tak. - małe kłamstewko chyba nie zrobi dużej szkody
- Mam mały kłopot. Mój profesor uruchomił na swoim komputerze jakieś licencjonowane oprogramowanie i wyszedł. No i nie mogę pracować na komputerze.
- Tak?
- No i chciałbym zapytać, czy można coś na to poradzić?
- Jaki to komputer.
- Apple Macintosh.
- Rozumiem. Wiele z tego oprogramowania jest osadzona na sieciach komputerowych...
- Czyli jeśli go odłączę od sieci to ciągle będzie działał?
- To spowodowało by "Nieistnienie Odzwierciedlenia Licencji" na sieci. A chyba pan tego nie chce?
TRYB GŁUPOLA WŁĄCZONY
- Nie, raczej nie.
- No pewnie. Więc teraz idź do biura profesora, przeciągnij dokumenty na jakich pracuje do kosza, co porzuci licencję, nad którą teraz pracują. Potem zamknij aplikację. Potem OPRÓŻNIJ KOSZ wymuszając porzucenie licencji i uruchom ponownie aplikację.
- Ale czy to nie...
- Skasuje plików? Oczywiście, że nie. Czy pliki na dyskietce się kasują, gdy przeciągniesz dyskietkę na kosz? Nie!
Od tłumacza: Na Mac'u to normalny sposób na wyciągnięcie dyskietki ze stacji.
- Aha. W porządku, dzięki.
- Bez obaw. I pamiętaj o tym, żeby zostawić notkę na biurku profesora mówiącą o tym co zrobiłeś, tak na wszelki wypadek, gdyby też mieli problemy z licencją.
- Aha. Ok.

Misja Zakończona. Idę sprawdzić choinkę. No pewnie, że lampki są tanie, ale za to z serii tych podpinanych bezpośrednio do gniazdka. Wlewam do kubka szefa trochę kawy i wody, po czym napełniam zlew gorącą wodą z mydłem.
Kilka minut później szef wchodzi zrobić sobie kawę. Zauważył, że kubek jest brudny i poszedł do go umyć. Chwilę później choinka niebezpiecznie ustawiona na swojej podstawce, przewraca się, zrzucając kilka kolorowych żarówek do wody.

Awans na wolne miejsce wydaje się zbliżać...


<<< Poprzedni  | Spis treści |  Następny >>>