Jacek Sawaszkiewicz
ASTRALNY GWAŁCICIEL


Asystująca pewnej personie jako "dama do towarzystwa" SYLVIA GIROMBIE (pseudonim Hellada) wywołała publiczne zgorszenie i doprowadziła do skandalu - informuje nasz korespondent. - Na oczach zgromadzonej elity, wydając namiętne jęki i ekstatyczne westchnienia, osunęła się na dywan, po czym odegrała solo scenę kopulacji, zakończoną wstrząsającym orgazmem. Uczestnicy bankietu przeżyli szok.
Dużo spokojniej zareagowała policja. Raportów o podobnych zdarzeniach zebrano już kilkanaście i to z różnych stron kraju. Zawsze dotyczyły kobiet, które bez pruderii prezentowały swoje powaby w magazynach dla panów. Ten kolejny raport załączono do poprzednich i poddano komputerowej analizie.
W jednej z popularnych popołudniówek autor zasugerował tezę o wybuchu nowej, tajemniczej epidemii. Zdaniem poważniejszej prasy, chodzi wyłącznie o reklamę.
- O jaką do cholery reklamę? - oburza się główna bohaterka ostatniego skandalu. - Czy ja muszę jeszcze cokolwiek reklamować? Czytelnicy męskich magazynów mają wgląd nawet w moje migdałki, można chyba powiedzieć, że znają mnie na wylot. Jest to raczej antyreklama, bo jako dziewczyna do towarzystwa straciłam wiarygodność i dobrą reputację. A poza tym, zostałam wzięta siłą i zgwałcona!
Replika ta spotkała się z powszechnym niedowierzaniem. Po niedawnym ekscesie bowiem, w oczach wielu mężczyzn atrakcyjność Hellady znacznie wzrosła, czego sama zainteresowana powinna być całkowicie świadoma. Mało też kto wierzy w użycie wobec niej siły. No bo niby jakiej?
- Dokładnie wiem, co się wtedy ze mną działo - zaprotestowała Hellada na łamach jednego z tygodników. - Ten drań po prostu mnie opętał i zniewolił. Wprawdzie go nie widziałam, ale czułam, aż za dobrze, jak w rzeczywistości, chociaż było to o wiele bardziej przyjemne. I w żaden sposób nie mogłam temu zaradzić. Musiałam tańczyć z nim w rytm muzyki.
W przypadku panny Sylvii psychiatrzy dopatrzyli się objawów ostrej neurozy i zachowań typowych dla osobowości histerycznych. Policja jednak, po wysłuchaniu zeznań Hellady sporządziła portret pamięciowy niewidzialnego gwałciciela. Ujawniono przy tym, że tylko w nieistotnych szczegółach różni się on od wcześniej zrekonstruowanych podobizn.
- Nie potrafię tego wytłumaczyć w racjonalny sposób - oświadczył oficer dochodzeniowy. - Te kobiety nie utrzymywały ze sobą żadnych kontaktów, nie mniej ich relacje są prawie identyczne. Nie ma wątpliwości, że ta kolekcja portretów pamięciowych przedstawia tego samego sprawcę. Co więcej, gdy ułożymy je w chronologicznym porządku, widać jak w ciągu ostatnich pięciu miesięcy rosły mu włosy i jak zapuszczał wąsy.
Z powodu braku dowodów winy, sprawie tej na razie nie nadano oficjalnego biegu. Natomiast zbliżony do kręgów okultystyczno-spirytystycznych odłam prasy, spekuluje na temat osobnika o unikalnych zdolnościach, który w trakcie przeglądania wiadomych magazynów wyobraża sobie zabawy erotyczne z modelkami i telepatycznie indukuje własne fantazje w umysłach "ofiar".
- A skoro już mowa o reklamie - kończy Hellada swoją wypowiedź prasową - to owszem, zamierzam wszystko nagłośnić. Liczę, że mój prześladowca usłyszy mnie i... wróci!

Do strony Jacka Sawaszkiewicza