Jacek Sawaszkiewicz
Dziura

Dziś nikt już nie pamięta, w jakich okolicznościach powstała Dziura. Zrobiła się z dnia na dzień, zapewne którejś nocy. Kiedy odkryli ją pierwsi przechodnie, zionęła przepastnie, dwumetrową średnicą - pośrodku jezdni.
Dziura przyciągała i wabiła swoją sekretną egzotyką. Intrygowała nas jej głębokość, toteż wrzucaliśmy do niej kamyczki oraz różne przedmioty, mierząc czas, po jakim z Dziury dobiegnie stukot czy może pluśnięcie. Dziura wchłaniała wszystko i milczała.
Wchłonęła także pewnego poetę, który chciał napisać o niej balladę. Jego krzyki słyszano jeszcze nazajutrz wieczorem - tak głęboka była Dziura.
Po miesiącu przybyli do nas różni specjaliści wyposażeni w nowoczesny sprzęt. Spuścili się do Dziury jeden po drugim. Nie wyszedł z niej żaden.
Po następnych paru miesiącach postanowiono Dziurę zasypać. Sypano w nią na przemian kamienie, piasek, żwir, gruz i szlakę; lano wodę, wapno, cement. Ale Dziura pozostała Dziurą, nadal budząc sensację. Od rana do nocy wokół niej gromadzili się ludzie i zaglądali do środka w nabożnym skupieniu i z respektem. Sporadycznie ktoś do Dziury wpadał i wtedy niektórzy przebąkiwali, żeby z Dziurą zrobić porządek.
Kiedy wpadł do niej synek naczelnika, Dziurę założono płytami betonowymi. Wkrótce płyty runęły. Następne - zbrojone stalą - wytrzymały niewiele dłużej. Wszystko, czym Dziurę zakrywano, znikało w niej bez śladu.
Na temat pochodzenia Dziury ludzie snuli domysły coraz bardziej niewiarygodne, o treściach fantastycznych, mistycznych, a nawet wrogich ustrojowi. Gwałtownie wzrastała też liczba osób wierzących w posłannictwo Dziury.
Któregoś ranka obok Dziury pojawiła się tablica z napisem: „Tu żadnej dziury nie ma!” Żeby dowieść słuszności napisu, przez Dziurę przeprowadzono zebrę dla pieszych. Z zebry tej mało kto korzystał, wszelako zainteresowanie Dziurą trochę zmalało. Głupio jest przecież ni stąd, ni zowąd zatrzymać się na jezdni i wlepić wzrok pod nogi, tam gdzie niczego ciekawego do oglądania nie ma - o czym zapewnia urzędowa tablica. Zresztą za taką niefrasobliwość służby porządkowe karały mandatem.
Co jakiś czas ktoś z mieszkańców wprawdzie przepadał bez wieści, ale ileż to ludzi na świecie ginie w tajemniczych okolicznościach!
Po pewnym czasie Dziura zaczęła dymić. Parę dni później, o wyznaczonej godzinie, część z nas udała się w kierunku Dziury. Każdy taszczył tablicę, na której widniał zdecydowany napis: „Tu nic nie dymi” i postawił ją w wybranym miejscu, na obrzeżu Dziury.
Istotnie, zza tablic tych dymu jakby nie widać. Tyle, że czuć swąd.
No więc trzeba będzie wykonać następne tablice.

Do strony Jacka Sawaszkiewicza