Jacek Sawaszkiewicz
MIĘDZY INNYMI MAKABRA

PRZYJACIEL


Kończyłem właśnie ubierać choinkę, kiedy rozjęczał się telefon.
- Dobry wieczór - powiedział ciepły alt w słuchawce. - Mówi Spółdzielnia "Gwiazdka". W dniu dzisiejszym spełniamy po jednym życzeniu każdego obywatela Proszę tylko wymienić jakieś życzenie.
Nie miałem czasu na żarty, toteż zaproponowałem mojej rozmówczyni, żeby podarowała mi paczkę papierosów, bo nie chciało mi się wychodzić do miasta.
- Czy pan to mówi poważnie? - zapytała ta kobieta. - Proszę się dobrze zastanowić. Prawie każdy prosi o coś niezwykłego, o coś, czego w żaden inny sposób nie mógłby osiągnąć. Może się pan o tym przekonać podchodząc do okna.
- Chciałbym mieć przy sobie chociaż jednego człowieka, który naprawdę dobrze mi życzy - odpowiedziałem dla świętego spokoju i odłożyłem słuchawkę.
Potem mimo woli podszedłem do okna. Wprost przede mną wyrastała wieża Eiffla, na lewo od niej, w miejscu niedawnych nieużytków rozciągało się lotnisko dla helikopterów, na horyzoncie widniały wieżyce seraju. Bliżej mnie i nieco na prawo, za pawilonem opatrzonym dumnym neonem SZLIFIERNIA DIAMENTÓW, wznosił się statek kosmiczny. U jego podnóża biegał zaaferowany synek sąsiada. Sąsiad też tam był. Czterech niewolników niosło go w lektyce w stronę pałacu z wodotryskiem na górnym tarasie.
Z osłupienia wyrwał mnie dzwonek. Rzuciłem się do drzwi, ale na klatce schodowej nie było nikogo. Tylko obok wycieraczki leżał skromny pakunek. Podniosłem go i odczytałem treść załączonej karteczki. Brzmiała następująco:

Szanowny Panie! Po wielu perturbacjach udało nam się znaleźć jedynego życzliwego Panu człowieka. Przepraszamy za drobną zwłokę. Spółdzielnia "Gwiazdka".

Z niedowierzaniem rozwinąłem papier. W środku, wewnątrz prostokątnego pudełka, znajdowało się lustro.

Do strony Jacka Sawaszkiewicza