Jacek Sawaszkiewicz
MIĘDZY INNYMI MAKABRA

PRZYTAKNIĘCIE


Chłopiec był młody, piękny jak hermafrodyta. Spadające spod sklepienia światło o mocy tysięcy wat otaczało go czystą sferyczną przestrzenią. Z miejsca, gdzie stał, widać było tylko stoły sędziowskie, pierwsze rzędy widowni i boks, w którym siedzieli jego rodzice i trenerzy.
Gładką płaszczyznę lodu otaczała drewniana banda pokryta stylizowanym liternictwem. Lodowisko to służyło zazwyczaj do rozgrywek hokejowych, teraz jednak na powierzchni 1830 metrów kwadratowych, odbywał się pokaz jazdy figurowej.
Mistrzostwa.
Dziewięciu jurorów w milczeniu szacowało możliwości młodego zawodnika.
Z głośników padła zapowiedź i popłynęły pierwsze akordy.
Błysnęły łyżwy. Chłopiec wykonał klasyczną przekładankę przodem, parę cyrkli, spiralę, a potem skok nożycowy. Dwoma flipami dotarł do bandy, zawrócił i zademonstrował zgrabnego lutza.
Głośniki zagrzmiały.
Rittberger. Jeszcze jeden. Trójka skakana i axel. Reflektory siały równe ostre światło, oślepiając się wzajemnie blaskiem odbitym od lodowiska.
Potrójny salchow. Długim poślizgiem chłopiec śmignął po lodzie i trafił czaszką w literę "V" z napisu "Biovital" na bandzie.
Z miejsca, gdzie leżał, nie widać było stołów sędziowskich, ani pierwszych rzędów widowni, ani też boksu, w którym siedzieli jego rodzice i trenerzy.
Operator wyłączył głośnik. Dziewięciu jurorów długo szperało w stosach kartoników, zanim ogłosiło werdykt:

1 2 3 4 5 6 7 8 9
E P I T A F I U M

Trenerzy wnieśli na lodowisko nosze. Rodzice zawodnika zbliżyli się do przewodniczącego jury.
- Czy popełnił jakiś błąd? - zapytał go ojciec chłopca.
Przytaknięcie.
- Czy pojechał słabo?
Przytaknięcie.
- Czy zaprezentował niski poziom?
Przytaknięcie.
- A czy napiszą o nas w gazetach?
Przytaknięcie.
Było to najwspanialsze przytaknięcie, jakie trenerzy i rodzice chłopca widzieli w swoim życiu.

Do strony Jacka Sawaszkiewicza