Jacek Sawaszkiewicz
MIĘDZY INNYMI MAKABRA

ROBOT ABSOLUTNIE DOSKONAŁY


We wtorek rozstało się z życiem małżeństwo Jalipoux i doktor Ham McCormius, w środę - malarka Ella Vinio, w czwartek - emerytowana gwiazda filmowa Linda oraz wielokrotny zdobywca tytułu mistrza świata w wyścigach samochodowych - J. T. Sanctor. Tragiczny zgon tych osób zatrwożył mieszkańców prowincji Parrada, i chyba nie bez kozery, jeśli zważyć okoliczności śmierci wszystkich sześciorga - zawikłane i tajemnicze.
Państwo Jalipoux zginęli w swojej rezydencji, na przedmieściach Lowenty. Oba ciała znajdowały się w salonie. Panią Jalipoux znaleziono zwiniętą na dywanie, opodal wygasłego kominka. Zaciskała w martwych dłoniach robótkę. Jej mąż leżał przed fotelem, obok wycioru, w kałuży cieczy, która wyciekła z przewróconej oliwiarki. Coroner ustalił, że oboje zginęli od kul wystrzelonych ze sztucera przykrytego zwłokami pana Jalipoux. Ani śladów włamania, ani śladów walki nie wykryto.
Zatrudniona w tym domu gosposia zeznała, że feralnego dnia miała wychodne, natomiast nazajutrz przyszła nieco wcześniej, ponieważ pan Jalipoux zapowiedział, że wybiera się na polowanie. Chciała przygotować mu na drogę gorącą kawę i prowiant. Obecny przy przesłuchaniu psycholog odkrył w jej pamięci szereg luk przypominających sklerotyczno-urazową niepamięć. Dziewczyna jednak nie cierpiała na miażdżycę, nigdy też nie była narażona na działanie czynników traumatyzujących.
Ekspertyza balistyczna przyniosła wyniki co najmniej zastanawiające. Ze sztucera wystrzelono trzy pociski. Pierwsza kula uwięzła w lewej komorze serca pani Jalipoux, druga - w sztukaterii otaczającej plafon, trzecia, przeszywszy oczodół i czaszkę pana Jalipoux - w ścianie. Coroner zwrócił uwagę przede wszystkim na kulę drugą. Dlaczego pan Jalipoux po zabiciu żony strzelał w sufit? Dziwaczny był także sposób, w jaki popełnił on samobójstwo. Samobójca, który wybiera broń palną, na ogół przykłada ją do skroni, ewentualnie wkłada lufę w usta. Rzadko kiedy strzela sobie w czoło, a nigdy nie zagląda wtedy do lufy.
Mniej więcej w tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, w swoim laboratorium poniósł śmierć doktor Ham McCormius, specjalista w zakresie toksykologii. Od lat zajmował się badaniem zawartych w atmosferze substancji trujących i ich wpływu na organizmy żywe. Eksperymentował na zwierzętach. Ekipa dochodzeniowa zastała laboratorium we względnym ładzie. Okaleczony trup doktora leżał pod trójkołowym wózkiem laboratoryjnym, wokół poniewierało się trochę szklanych i fajansowych skorup. Obdukcja zwłok wykazała rozległe oparzenia kwasem siarkowym w obrębie klatki piersiowej twarzy i kończyn górnych.
Kwas siarkowy znaleziono w pomieszczeniu przylegającym do laboratorium. Kuweta z tym kwasem stała między klatkami, z których dwie były rozbite i puste. W siedmiu pozostałych klatkach dogorywały myszy. Powietrze przesycała ostra woń, ceramiczną posadzkę pokrywały kałuże kwasu.
Bezpośrednią przyczyną zejścia doktora Hama McCormiusa nie były jednak oparzenia. Jego śmierć spowodowało zatrucie związkami organicznymi. Sąsiedzi oświadczyli, że tego dnia słyszeli rozmaite hałasy dobiegające z mieszkania doktora. Nikt nie zareagował, ponieważ doktor Ham McCormius znany był ze skłonności do alkoholu i dość często wyprawiał brewerie, wypuszczając z klatek myszy i uganiając się za nimi po laboratorium. Myślano, że tym razem też urządził sobie taką zabawę.
W środę zginęła Ella Vinio - czołowa przedstawicielka subdominatyzmu. Rzuciła się z dachu siedemnastopiętrowego budynku. Świadkowie jej śmierci zeznali, że Ella Vinio przez kilkadziesiąt sekund bez wyraźnego celu spacerowała nad okapem. Po dotarciu do skraju połaci dachowej - nie zatrzymując się - zrobiła następny, tragiczny w skutkach krok.
Ella Vinio zajmowała połowę mansardy. Krytycznego ranka pracowała nad swoim najnowszym obrazem. Sztalugi stały pod uchylonym oknem, światło padało wprost na płótno. Obraz przedstawiał panoramę miasta zgodnie z zasadami subdominatyzmu: elementy pierwszego planu, rozmyte i mgliste, przesłaniały plan drugi - oddany wiernie i ze szczegółami. W obrazie tym było jednak coś podważającego zaufanie do artystki. Poproszony o ocenę krytyk stwierdził, że obraz, w zamiarze i realizacji ambitny, został przed wykończeniem bezmyślnie zniszczony: ostatnie, pacykarskie pociągnięcia pędzlem nie miały nic wspólnego z artyzmem.
Wywiadowcy ustalili, że Ella Vinio na godzinę przed samobójstwem zeszła do pobliskiego bistra. Robiła wrażenie półprzytomnej. Nie odpowiadała na pozdrowienia znajomych i z trudem odnalazła drogę do baru. Właściciel domyślił się, że przyszła - jak zwykle o tej porze - po kanapki. Wybrał dla niej dwie z pastą rybną, którą lubiła, i włożył je do papierowej torby. Tę torbę wraz z kanapkami znaleziono na dziewiątym piętrze, z dala od windy, co świadczyło, że Ella Vinio do mieszkania wróciła po schodach.
W jej organizmie obducenci nie wykryli obecności trucizn ani żadnych środków oszałamiających czy halucynogennych. Natrafili oni natomiast na liczne grudki farby w jej jamie ustnej, pofałdowaniach śluzówki gardła i w żołądku.
W czwartek zanotowano w Lowencie kolejne dwa tajemnicze zgony. W swojej willi, w Dzielnicy Cichych Topól, zmarła tragicznie Linda - wzięta przed laty aktorka. Policję zaalarmowali przechodnie zaniepokojeni zapachem gazu wionącym z wywietrzników willi. Przybyli na miejsce funkcjonariusze dostali się do wnętrza skąd wydobyli ciało starszej pani. Linda miała na sobie bieliznę nocną. W lewej dłoni trzymała pomadkę do warg. Pomadką tą wysmarowana była tafla psyche, pęknięte lustro w korytarzu oraz garnki na stole kuchennym.
Przyczyną zejścia Lindy - jak wykazała sekcja - było zatrucie gazem. Okoliczności śmierci wskazywały na samobójstwo. Coronera trapiły jednak wątpliwości. Dlaczego aktorka nie zostawiła żadnego listu? Dlaczego otwarła tylko cztery z sześciu palników kuchenki gazowej, zapominając o palnikach piekarnika i rusztu, palnikach przecież szczególnie wydajnych? Wreszcie, dlaczego zdecydowała się umrzeć tuż po opuszczeniu łóżka?
J. T. Sanctor - wielokrotny zdobywca tytułu mistrza świata w wyścigach samochodowych był drugą ofiarą w tym dniu. W godzinach przedpołudniowych, w prywatnym garażu J. T. Sanctora wybuchł pożar. Z żywiołem walczyły trzy jednostki straży. Komisja dochodząca przyczyn pożaru miała trudne zadanie, ponieważ ogień strawił nawet betonowy dach garażu. Grzebiąc w zgliszczach odkryto resztki ludzkich kości i stopione części silnika. J. T. Sanctor spłonął wraz ze swoim samochodem.
Świadkowie zgodnie przyznali, że pożar ogarnął garaż w jednej chwili, jak gdyby ogień podłożono równocześnie ze wszystkich stron, także w środku. Taki skutek można osiągnąć podpalając rozlaną wkoło benzynę. J.T. Sanctor miał własny zbiornik z paliwem - mieszanką eterowo-spirytusową. Czyżby więc samobójstwo? Ale który samobójca na kwadrans przed śmiercią śpiewa? I kto pozbawia się życia wkrótce po otrzymaniu wiadomości, że uznano go najlepszym sportowcem dziesięciolecia?
Przypadek czy premedytacja? Samobójstwo czy morderstwo?
Analizując okoliczności śmierci państwa Jalipoux, Hama McCormiusa, Elli Vinio, Lindy i J. T. Sanctora, specjaliści z Wydziału Kryminalistyki w Lowencie orzekli, że pośrednią przyczyną zgonu tych wszystkich osób był puerylizm.
Pan Jalipoux zabił swoją żonę bawiąc się sztucerem. Pierwsza kula wystrzelona z wyczyszczonej broni była bardziej od następnych zatłuszczona oliwą i ona właśnie trafiła panią Jalipoux. Podekscytowany strzałem pan Jalipoux nacisnął na spust powtórnie, trafiając tym razem w grubą warstwę stiuku na suficie, po czym zajrzał do lufy, by upewnić się, że istotnie stamtąd wydostaje się ogień towarzyszący hukowi.
Doktor Ham McCormius bawił się słoikami zawierającymi trujące związki chemiczne. Odruchem właściwym dziecku wtykał do nich palec, który następnie wkładał do ust. Bobrując w laboratorium dostał się do pomieszczenia z klatkami. Dwie z nich rozbił, ale myszy prawdopodobnie mu uciekły, więc doktor McCormius szybko się do nich zniechęcił i poszukał sobie innej zabawki - kuwety z kwasem siarkowym.
Malarka Ella Vinio udała się do bistra już z objawami puerylizmu. W drodze powrotnej porzuciła na schodach kanapki. Kiedy z nawyku skierowała się ku sztalugom, spostrzegła na nich pędzel. Maznęła nim po obrazie i jak dziecko włożyła go do ust. Przez otwarte okno ujrzała rozległą panoramę miasta, więc zaciekawiona wyszła na dach.
Żyjąca samotnie emerytowana aktorka Linda po przebudzeniu, z przyzwyczajenia podeszła do toaletki, popatrzyła w lustro i na swoje kosmetyki, wyłowiła wzrokiem pomadkę do warg i zaczęła się nią bawić . Pomadką tą zamalowała swoje odbicie w psyche w gotowalni i w lustrze na korytarzu. Potem poszła do kuchni, gdzie po uszminkowaniu paru garnków zainteresowała się kuchenką gazową. Zdołała przekręcić cztery kurki, tylko te, które otwierały się bez trudu. Kurek piekarnika i kurek rusztu zabezpieczała blokada.
J. T. Sanctor, mistrz świata w wyścigach samochodowych, bawił się w garażu. Podśpiewując często słyszany szlagier, zdemolował swój wóz. Później zaczął manipulować przy zaworach przepływomierza zbiornika paliwowego. Wypływająca mieszanka zalała posadzkę garażu i wypełniła otaczający garaż ściek, który służył do odprowadzania deszczówki. Wystarczyła iskra, by spowodować zapłon mieszanki. Wystarczyło, że J. T. Sanctor upuścił na beton coś metalowego.
Dlaczego u tych sześciorga osób wystąpiły zaburzenia puerylne?
Na to pytanie dała odpowiedź firma "Future Automatic". W Poniedziałek, w dzień poprzedzający infernalną serię zgonów, "Future Automatic" zwróciła się do państwa Jalipoux, Hama McCormiusa, Elli Vinio, aktorki Lindy i J. T. Sanctora - których adresy wyłowiono z książki telefonicznej - z prośbą o wypróbowanie nowego typu robota SELF-7. Roboty dostarczono do domów, ich odbiór został pokwitowany. Co się z nimi stało?
Znaleziono je wszystkie w sobotę, za miastem, przy stacji wzmacniaków teledacyjnych, które łączą satelitową centralę informatyczną w Lowencie ze stołecznym Centrum Informatycznym. Od kilku dni abonenci centrali informatycznej uskarżali się na permanentne przekłamania informacji udzielanych przez Centrum. Ponieważ centrala pracowała bez zarzutu, grupa inżynierów pojechała sprawdzić wzmacniaki. Kierownik grupy zawiadomił o znalezisku swoich przełożonych, a ci - właściciela, czyli firmę "Future Automatic". Eksperci tej firmy rozebrali martwe mechanizmy. Obwody mnemoniczne wszystkich robotów były spalone.
Powrócono do planów konstrukcyjnych i schematów SELF-7. Powołana ad hoc komisja zbadała obwody pamięciowe maszyn i poza drobnymi niedoskonałościami nie odkryła niczego. Powołano więc drugą komisję, w której obok cybernetyków zasiedli biolodzy. Obecność biologów okazała się nader cenna. Zwrócili oni uwagę na integralną część struktury mnemonicznej - blok mentalny będący nie tylko zalążkiem umysłu, ale także ośrodkiem kształtowania się odruchów, instynktów i taksji.
Blok mentalnySELF-7 wyprofilowany został w kierunku gromadzenia informacji. Sposobów zdobywania wiedzy konstruktorzy robotom nie narzucili, by nie ograniczać ich możliwości, więc SELF-7 wypracowały je same - najprostsze i najefektywniejsze. Po nawiązaniu kontaktu myślowego z człowiekiem kopiowały engramy bezpośrednio z jego mózgu. Był to sposób prymitywny i wywoływał tragiczne skutki: ciężkie upośledzenie pamięci, amnezję, a w konsekwencji regresję do okresu dzieciństwa.
Przyswojone od ludzi wiadomości, zazwyczaj ogólne i skąpe, wzmagały w SELF-7 głód wiedzy i sprzyjały rozwojowi informotaksji, która sprawiała, że robot rozpaczliwie szukał odpowiedzi na pytania mnożące się w jego bloku mentalnym i prędzej czy później - jak spragnione zwierzę do wodopoju - kierował się do wzmacniaków aż tętniących od informacji przesyłanych z Centrum. Im większą SELF-7 zdobył wiedzę, tym więcej palących problemów domagało się w nim rozstrzygnięcia. Najszybciej przy wzmacniakach znalazł się robot zasilony wiedzą uzyskaną od państwa Jalipoux i częściowo od ich gosposi oraz robot doktora Hama McCormiusa. Nazajutrz do obu robotów dołączył robot malarki Elli Vinio. Po następnej dobie zjawił się tam robot emerytowanej aktorki Lindy i robot automobilisty J. T. Sanctora. Wszystkie SELF-7 padły ofiarą własnej zachłanności. Ich obwody pamięciowe nie wytrzymały natłoku informacji i uległy zniszczeniu.
Poza tym SELF-7 były niezrównane. Dlatego firma "Future Automatic" słusznie postanowiła nie zaprzestawać ich produkcji. Ulepszono i przekonstruowano jednak blok mentalny. Tak narodził się SELF-13 - robot absolutnie doskonały, robot, którego spotkasz w każdym domu, robot uczący się tylko do pewnego stopnia.
SELF-13 ma na względzie wyłącznie dobro i wygodę człowieka. Twierdzę to z całą odpowiedzialnością. Na przykład mój pan, z zawodu dziennikarz, nie musi sięgać po pióro, ponieważ ja go właśnie wyręczam. A on? Siedzi sobie grzecznie w kojcu, buduje z klocków zamek, gaworzy do siebie cichutko i jest szczęśliwy.

Do strony Jacka Sawaszkiewicza