Jacek Sawaszkiewicz
MIĘDZY INNYMI MAKABRA

SKARB


Kolega wbił łopatę z rozmachem.
- To tu - powiedział. - Dokładnie w tym miejscu.
- Na pewno? - spytałem.
- Na pewno - kolega podsunął mi szkic. - Popatrz. Właśnie tu znajduje się ten skarb.
Raźno wzięliśmy się do roboty. Po jakiejś półgodzinie, gdy góra odrzuconej ziemi zakryła nas zupełnie, poczułem, że łopata uderzyła o coś twardego.
- Jest - wysapałem.
Zaczęliśmy pracować gołymi rękami. Po chwili ukazało się nam bogato inkrustowane wieko.
- Więc tak - powiedział kolega. - Mamy go. Skrzynia była długa i piekielnie ciężka.
- Nic dziwnego - skomentowałem. - Złoto i kamienie szlachetne.
Gdy wyciągnęliśmy ją na wierzch, podważyłem łomem przerdzewiały zamek, a kolega otworzył wieko. Na dnie skrzyni leżała młoda dziewczyna ubrana dość dziwnie.
- Nie ma żadnych skarbów - powiedziałem rozczarowany.
- To chyba jakaś pomyłka - kolega ponownie zaczął studiować pożółkły szkic. - Nic z tego nie rozumiem.
- A kto to w ogóle jest? - spytałem wskazując dziewczynę.
- Nie znam jej - odparł kolega. Pochylił się nad nią i przytknął jej lusterko do ust. Zmatowiało. - Żyje.
Staliśmy bezradni, gapiąc się na dziewczynę. Nagle, nie wiadomo skąd, przybiegł syn sąsiadów, wścibski szczeniak.
- O - powiedział. - Śpiąca Królewna.
- Kto?
- Śpiąca Królewna - powtórzył ten wścibski szczeniak. - Jak się ją pocałuje, to ona się zbudzi.
- Naprawdę? - spytałem.
- Jasne. Było o tym w takiej jednej książce.
- A jak się zbudzi, to co? - spytał kolega. Szczeniak podrapał się po łepetynie.
- No, to ten, co ją pocałował, zostanie królem. I tego... i pojmie ją za żonę.
- Koniecznie?
- Koniecznie.
Spojrzałem na kolegę, a kolega na mnie. Potem wygoniliśmy szczeniaka do domu. Poczekaliśmy, aż zniknie nam z oczu i zakopaliśmy skrzynię z powrotem. Tylko dużo głębiej.

Do strony Jacka Sawaszkiewicza