Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Anarchia

Niedawno ktoś na naszej klatce schodowej rozlepił afisze z napisem: "Żądamy ustąpienia gospodarza domu!" Przez kilka dni żyliśmy w atmosferze napięcia i niepewności.
Po tygodniu pan gospodarz zwołał nadzwyczajne zebranie lokatorów. Przyszliśmy do jego mieszkania punktualnie i w milczeniu ustaliliśmy się pod ścianami. Parę minut trwała złowieszcza cisza. Gospodarz domu spacerował w tę i z powrotem trzymając rączki w kieszeniach.
- Od jakiegoś czasu - przemówił wreszcie - pewne elementy wysuwają różne prowokacyjne żądania. Działają z ukrycia i prowadzą wywrotową akcję.
Nadal milczeliśmy. Pan gospodarz obszedł biurko i stanął frontem nas, po czym zajrzał do kartki i oświadczył uroczyście:
- Uważamy, że powinniśmy niezwłocznie oczyścić z tych elementów nasz dom od piwnic aż po dach.
Rozwódka z poddasza podniosła dwa palce do góry.
- Mnie się wydaje - powiedziała, chociaż nikt jej nie udzielił głosu - że wpierw należałoby porządnie wysprzątać klatkę schodową i wyszorować okna. Od ładnych paru lat szyby nie widziały szmaty.
Gospodarz domu zmrużył oczka. Potem wolniutko zbliżył się do rozwódki.
- My doskonale wiemy - wycedził - jakie to siły stoją za niektórymi z was.
Rozwódka chrząknęła z zakłopotaniem. W sukurs przyszła jej wdowa z parteru.
- Pani sąsiadce chodziło tylko o to - włączyła się do rozmowy - żeby ktoś, do kogo to należy, bodaj raz w tygodniu zamiótł schody i bramę.
Pan gospodarz bez pośpiechu przeniósł spojrzenie z rozwódki no wdowę.
- Wiemy także - powiedział przez ząbki - kto spośród nas słucha codziennie rozmaitych plujących jadem, skompromitowanych rozgłośni radiowych.
Wdowa zagryzła wargi. Stojący przy niej lokator spod trójki odezwał się szeptem:
- Klatkę schodową możemy ostatecznie sami utrzymać w porządku. Tylko żeby nam dano środki czyszczące, zamiast je sprzedawać na czarnym rynku.
Gospodarz domu przygarbił się odrobinę.
- Znamy również - zagrzmiał - nazwiska osobników, którzy piszą wredne donosy do pewnych podejrzanych gazetek.
Sąsiad jakby przybladł. Pan gospodarz wrócił za biurko i stamtąd obrzucił nas wszystkich ponurym wzrokiem.
- Czy są jeszcze jakieś obiekcje? - spytał.
Nie było.
- Wobec tego - podjął gospodarz domu - ogłaszam swoją gotowość strajkową. Odwołam ją dopiero wtedy, jak z klatki schodowej znikną te plakaty o anarchistycznych treściach. Jesteście wolni.
Wyszliśmy od niego na palcach.
Plakaty znikły jeszcze tego samego dnia. Nazajutrz pan gospodarz domu w oficjalnym komunikacie odwołał swoją gotowość strajkową.
Kamień spadł nam z serca. Brud na klatce schodowej jest taki sam jak przedtem, ale minęło ogólne napięcie i uczucie niepewności.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow