Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Buty

Na bazarze było tłoczno i gwarno. Ojciec przystanął już przy pierwszym straganie. Wyraźnie zaintrygowały go męskie kozaczki. Obejrzał je dokładnie i spytał stojącej za straganem pani.
- To skóra?
- A jaki numer pan nosi? - zagadnęła sprzedawczyni. Tato sprawdził wygląd obcasów i wysokość podbicia.
- Nie - stwierdził z wahaniem - to chyba nie skóra, prawda? Pani przestawiła kilka par obuwia z miejsca na miejsce.
- To jest numer osiem i pół - odparła. Ojciec westchnął i przymierzył but od podeszwy.
- Jakby za mały - powiedziałem. - I chyba trochę znoszony.
- Nie znoszony, tylko przymierzany - oburzyła się sprzedawczyni. - Nowiutki, że lśni - odebrała na chwilę tacie bucik i wytarła przybrudzone miejsce rękawem. - O, proszę. Lśni?
- Lśni - ustąpiłem.
Ojciec w zastanowieniu obracał but na różne strony.
- Ciekawe, czy ze skóry? - ponowił pytanie.
- To zagraniczny wyrób - powiedziała pani. - Towar pierwszej klasy.
Tato przymierzył powtórnie. Kozaczek wyglądał teraz o wiele korzystniej.
- Bierzecie czy nie? - zniecierpliwiła się sprzedawczyni.
- Jeżeli jest ze skóry... - zaczął ojciec.
- Nawet w komisie takich nie dostaniecie - zapewniła nas pani. Spojrzałem na tatę. Jego wzrok wyrażał niekłamane pożądanie. Kiwnąłem zachęcająco głową.
- Bierzemy - zdecydował ojciec.
Kiedy po tygodniu kozaki rozlazły się dokumentnie, tato nie ukrywał rozczarowania. Zawinął je w gazetę i pomaszerował na bazar.
- Niech pani zobaczy - powiedzieliśmy do sprzedawczyni kładąc przed nią rozklejone buty. Pani skrzywiła się z niesmakiem.
- Zmiatajcie mi z tą starzyzną - rzekła krótko.
Tak też zrobiliśmy. Prawdopodobnie źle, bo do dzisiaj nie wiemy, czy buty były ze skóry.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow