Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Rada

Przyszedł znajomy pan magister inżynier z sąsiedniej klatki.
- Dobrze, że pan do nas wpadł - powiedział tato. - Lubimy pogwarzyć z inteligentnymi ludźmi.
Pan magister inżynier westchnął i łyknął herbaty.
- Dużo ciekawych rzeczy dzieje się na świecie - kontynuował ojciec.
Pan zgodził się z tą opinią.
- Czytałem niedawno interesujące ogłoszenie - rzekł.
- Myśmy też czytali - wtrąciłem pośpiesznie, żeby nie pomyślał, że ma do czynienia z osobami niewyrobionymi towarzysko. Pan magister inżynier nie zwrócił na mnie uwagi.
- Podano w nim - ciągnął dalej - że jest do zdobycia wiele atrakcyjnych zawodów.
- Rzeczywiście interesujące - przyznał tato. - A konkretnie o jakie zawody chodzi?
- Murarz, tynkarz, posadzkarz - wymienił z zawiścią pan magister inżynier. - Kandydatom gwarantuje się zakwaterowanie, pełne wyżywienie i niezły zarobek już w pierwszym roku nauki.
Ojciec cmoknął.
- Doskonałe warunki - rzekł. - Tylko łapać szczęście za ogon.
- I ja tak myślę - oświadczył nasz gość. - W następnym tygodniu przystępuję do egzaminów. Oświadczenie to wprawiło nas w lekką konsternację.
- Pan? - spytał delikatnie tato.
- Tak, ja - potwierdził pan magister inżynier wstrząsająco spokojnie. - Od dziecka marzyłem, żeby budować domy. Zastanowiliśmy się nad tym.
- A nie lepiej by było zrobić doktorat i rozpocząć karierę naukową? - zapytał ojciec. Pan wzdrygnął się lekko.
- O karierze naukowej mam od pewnego czasu trzeźwe zdanie - powiedział.
Zadaliśmy mu jeszcze kilka pytań dla zupełnej jasności. Na pożegnanie tato uścisnął dłoń pana magistra inżyniera i rzekł:
- Życzymy sukcesów na egzaminach. Będziemy trzymać za pana kciuki.
- Sądzę, że nie będę miał trudności - odpowiedział pan magister inżynier.
Przeliczył się jednak. Na egzaminie pisemnym usunięto go z sali za ściąganie.
A przecież radziliśmy mu, żeby wziął się do robienia doktoratu.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow