Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Towarzystwo

Tydzień temu spotkaliśmy na klatce schodowej sąsiada z pierwszego piętra.
- O! - zawołał ojciec. - Widzę, że dzisiaj jest pan trzeźwy. Sąsiad przytaknął z dumą.
- Zapisałem się do tetete - odrzekł.
- Do tetete? - powtórzył tato.
- Do Towarzystwa Trzeźwości Transportowców - wyjaśnił pan. - Jestem trzysta osiemdziesiątym czwartym członkiem.
Zdziwiliśmy się.
- To mamy już tylu trzeźwych kierowców? - spytał ojciec. Sąsiad przytaknął znowu.
- A będzie ich jeszcze więcej - dodał, zaskakując nas miło. - Przyjmujemy każdego, kto obieca nie pić w pracy. Właśnie idę na walne zebranie naszego Towarzystwa.
- Życzymy owocnych obrad - powiedział tato żegnając pana.
Wczoraj spotkaliśmy go ponownie. Tym razem szedł do domu.
Dla utrzymania równowagi jedną ręką obejmował poręcz, a drugą opierał się o stopnie.
- Cóż to? - zdumiał się ojciec. - Już nie jest pan członkiem tetete? Sąsiad podniósł głowę.
- Przeciwnie - zabełkotał. - Zostałem wybrany do zarządu. Zrezygnowałem za to z pracy w transporcie.
Przyjrzeliśmy mu się z mieszanymi uczuciami.
- Więc co pan robi w Towarzystwie Trzeźwości Transportowców? - zapytał tato.
Pan niepewnie przyjął pozycję pionową.
- Pełnię odpowiedzialną funkcję - wyjaśnił. - Pozyskuję dla Towarzystwa nowych członków. Właśnie dzisiaj pozyskałem jednego.
- Gratulujemy - powiedzieliśmy.
- Dziękuję - odrzekł godnie sąsiad. - To był wyjątkowo zdeklarowany przeciwnik trzeźwości. Dopiero przy trzecim półlitrze zgodził się wstąpić do naszego Towarzystwa.
Jeszcze raz pogratulowaliśmy sąsiadowi i pomogliśmy mu trafić do jego mieszkania. W drzwiach sąsiad chwycił tatę za ramię.
- A może i pan zapisze się do nas? - spytał.
Tato odmówił.
Nie ma przecież prawa jazdy.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow