Jacek Sawaszkiewicz - Z moim tatkiem


Do strony Jacka
Sawaszkiewicza

Zapał

Przyszedł do nas jeden znajomy pan, żeby pogawędzić. Poczęstowaliśmy go wodą mineralną i krakersami.
- Bardzo lubimy pogawędzić na różne tematy - powiedział tato. - Szczególnie jeżeli jest o czym.
- Tematów nie brakuje - zapewnił gość. - Możemy sobie pogawędzić na przykład o lotach w kosmos.
Ojciec łyknął wody mineralnej i rzekł oględnie:
- Temat rzeka.
- Może i tak - zgodził się pan. - Ale w gruncie rzeczy nic nadzwyczajnego. Każdy by tam poleciał. Żeby tylko chcieli wziąć. Obrzuciliśmy pana ciekawymi spojrzeniami.
- Przecież to piekielnie ryzykowne - zauważył tato. Gość wypiął pierś.
- Ja się tam ryzyka nie boję - odparł. - Raz po pijaku wlazłem na latarnię. Pokręciliśmy głowami z niedowierzaniem.
- Mój tato ma stracha wejść nawet na dach, żeby naprawić antenę od telewizora - powiedziałem. Z kolei pan pokręcił głową.
- Naprawdę? - spytał. - Ja wam to mogę zrobić w try miga. Wystarczy jak sobie golnę dla kurażu.
- Lepiej nie - odrzekł ojciec. - Dach jest spadzisty. Gość dopił swoją wodę mineralną i postawił przed nami pustą szklankę.
- Bez obaw - powiedział. - Tylko mi nalejcie. Tatko z ociąganiem przyniósł z kuchni butelkę koniaku. Znajomy pan poczęstował się kilkakrotnie, a potem czknął i wstał z krzesła.
- Chodźmy! - rozkazał.
Poszliśmy. Drabinkę prowadzącą ze strychu na dach odnaleźliśmy z trudem.
- Może pan jednak zrezygnuje? - nalegał tato. - Szczebelki są przerdzewiałe.
- Co to, to nie! - uparł się gość.
Później wspiął się po drabince, otworzył klapę w dachu i wystawił głowę na zewnątrz. Po pewnym czasie cofnął się nieco.
- Chyba za mało golnąłem - stwierdził. Ojciec rozłożył ręce.
- Niestety, więcej nie mamy - oznajmił z żalem.
Znajomy pan znowu czknął, a następnie zleciał z drabinki.
To jakby osłabiło w nim upór. Nawet pozwolił odprowadzić się do domu. Ale i tak zrobił na nas dobre wrażenie. Jest odważny, ma dobre chęci i zapał. Tylko warunków nie ma.

Teksty nadesłał Grabcu, redagował Greybrow