Jacek Sawaszkiewicz
MIĘDZY INNYMI MAKABRA

ZNOWU WRZUCIŁ SAMOCHÓD

PASAŻEROWIE Hej, panie kierowco! Przejechał pan przystanek; Halo!
KIEROWCA ...tutaj jest lasek, a tu to przeklęte pudło i ta ciżba z biletami, jeden z drugim nic nie widzi, tylko przystanek i przystanek, jeździ taki autobusem, bo ma bilet, byle prędzej do domu, do betów, a tutaj jest lasek i jeziorko, można odpocząć od tego zaduchu, hałasu i brudu, po co się tak spieszyć, jak ci trzej na rowerach, kręcą i kręcą, ciągle ten bezmyślny ruch nogami, bo mają rowery i mogą dojechać na rowerach do tych betonowych murów, no, zatrzymaj się jeden z drugim, odpocznij, gdzie tam uciekasz na tym rowerze, i tak cię nadepnę, choćbyś kręcił i kręcił, tylko mały skręt kierownicą i traaach jeden, traaach drugi, traaach trzeci, trzeszczy to pod kołami jak pluskwa, i już się żaden nie spieszy, mogą wreszcie odpocząć od tego zaduchu, hałasu i brudu, bo mają tutaj lasek, jeziorko i trawkę...
PASAŻEROWIE Boże! On przejechał ludzi! Zatrzymajcie ten autobus, zatrzymajcie!
KIEROWCA ...a tu to przeklęto pudło i ta ciżba z biletami, każdy tylko krzyczy i krzyczy, albo dodaje, gazu, bo ma samochód, pcha się do przodu tym samochodem, jedzie zygzaczkami, wyprzedza, chociaż taki mały, byle prędzej do domu, do betów, ciągle dodaje gazu, ciągle robi zygzaczki samochodem, bo mu się spieszy do tego zaduchu, hałasu i brudu, a tutaj jest lasek, jeziorko, trawka i słoneczko, no i po co ten pośpiech, te zygzaczki samochodem, i tak cię stuknę, nie zwiejesz między te betonowe mury, teraz jeden zygzaczek, drugi zygzaczek, trzeci zygzaczek i dududuuum, tylko trochę szkła i blachy, i możesz wreszcie odpocząć od tego zaduchu, hałasu i brudu, bo tutaj masz lasek, jeziorko, trawkę, słoneczko i zapach igliwia...
PASAŻEROWIE Jezu! To szaleniec! Powstrzymajcie go! Zatrzymać autobus! On nas pozabija!
KIEROWCA ...a tu to przeklęte pudło i ta ciżba z biletami, jeden z drugim wrzeszczy i wrzeszczy, bo ma bilet, jacyś z tyłu rozbijają okna, byle prędzej do domu, do betów, no i po co ten pośpiech laleczko w kolorowym kasku, z zadartą sukeinką, taka mała i się spieszy, ścina zakręty, bo ma skuter i kolorowy kask, zadziera sukienkę i ciągle ścina zakręty skuterem, byle prędzej do tych betonowych murów, a tutaj jest lasek, jeziorko, trawka, słoneczko, zapach igliwia i chłodny wietrzyk, zaraz będzie jeden zakręt, drugi zakręty, trzeci zakręt, już go nie zetniesz skuterem laleczko w kolorowym kasku, nie zdążysz z zadartą sukienką do domu, do betów, tylko zmiana pasa i łuuups błotnikiem w kolorowy kask, i teraz możesz odpocząć od tego zaduchu, hałasu i brudu, bo tutaj masz lasek, jeziorko, trawkę, słoneczko, zapach igliwia, chłodny wietrzyk i ptaszki...
PASAŻEROWIE Ludzie, to morderca, szaleniec! Zatrzymajcie go, wezwijcie pomoc! Wyskakujcie stąd, wyskakujcie! On zwariował!
KIEROWCA ...a tu to przeklęte pudło i ta ciżba z biletami, tylko wrzeszczą, ryczą walą i walą, rozbijają okna, bo chcą wyskoczyć, byle prędzej do tych betonowych murów, a tutaj jest lasek, jeziorko, trawka, motylki, ci z biletami tego nie widzą, mają bilety i ciągle im się śpieszy, ciągle wrzeszczą, przepychają się i tłoczą, rozbijają okna, chcą wyskoczyć z tego pudła, byle prędzej do domu, do betów, no, już stąd nie zwieją, chociaż mają bilety, jest wreszcie skarpa, nie będzie więcej wrzasku, pośpiechu i tłoku, odpoczniemy wszyscy od tego zaduchu, hałasu i brudu, teraz ostry zakręt, wjazd na skarpę i prosto w dół z biletami, jeden dołek, drugi dołek, trzeci dołek i buuum, i chlup, bulbulbul, blebleble, i nie ma nic, tylko lasek, jeziorko, trawka, słoneczko, zapach igliwia, chłodny wietrzyk, ptaszki, motylki, plusk fal i spokój...
LEKARZ Znowu wrzucił pan samochód do jeziora?
KIEROWCA Nie wrzuciłem. Ześliznął się ze skarpy i sam wpadł.
LEKARZ Naprawdę? Później mi pan opowie, jak to się stało. Teraz pójdziemy na obiad.
KIEROWCA Nie chcę obiadu. Chcę z powrotem swój autobus.
LEKARZ Nie jestem pewien, czy pan na to zasługuje.
KIEROWCA Chcę autobus.
LEKARZ Pański autobus leży na dnie jeziora.
KIEROWCA Chcę autooobuuus!
LEKARZ No dobrze, wyłowimy go stamtąd po obiedzie, zgoda? Teraz niech pan stanie w szeregu. Panowie, panowie, ustawiamy się parami i idziemy na obiad!
MASZYNISTA Ciuch, ciuch, ciuch!
LEKARZ Pan jeszcze nie dojechał?
MASZYNISTA Uuuu! Jeszcze nie, ciuch, ciuch! Jadę na główny, na stołówkę. Ciuch, ciuch, ciuch!
LEKARZ W porządku, niech pan jedzie pierwszy, a my wszyscy pojedziemy za panem. Tylko przypominam: kto będzie rozchlapywać zupę albo rzucać ziemniakami, ten sprząta stołówkę!



Do strony Jacka Sawaszkiewicza