Esej o krowie
Autor: Szymon Lerski aka Myszon

Pewnego głupiego dnia krowa poszła na spacer i zobaczyła Ziutka. Ziutek pomachał jej płetwą a potem poleciał na księżyc. - Takiemu to dobrze (pomyślała Krowa) jak mu się nudzi to se lata na księżyc, cham, nawet prezentów nie przywiezie, zdjęć nie pokaże łobuz. A ja tu siedzę jak głupia i się nudzę. Gdybym chociaż miała skrzydła to bym se polatała, pooglądała widoczki, posrała na ludzi, a tak DUPA, siedzę i się nudzę.
Wtem przyszedł koń i powiedział:
- Pierwszy raz widzę żeby krowa myślała.
Krowa na to:
- Spadaj palancie, patrzcie jaki mądry gadać się nauczył i wszystkich obraża, burak jeden.
- A ty to niby co, - powiedział koń - ty to niby nie umiesz gadać, a kto teraz pieprzy głupoty, stara krowa! - powiedział koń i wszedł na drzewo.
- Co za cham jeden - powiedziała krowa- szkapa niedomyta, śmierdzący warchlak jeden, myśli że jak mieszka na drzewie to mu wszystko wolno. Ja mu jeszcze pokaże- powiedziała krowa i poszła do szopy z narzędziami, wróciła po chwili z piłą mechaniczną i zaczęła ścinać drzewo.
- O w mordę... cię strzelę ty głupia... - lecz zanim koń skończył mówić krowa pocięła go na kawałki. A że złość jej nie przeszła ścięła wszystkie drzewa w kraju potem na świecie i mimo że była bardzo zmęczona złość tylko wzbierała więc krowa pocięła wszystkie konie na plasterki grubości 0,25 mm. Potem pocięła wszystko co się ruszało. Na koniec chciała pociąć siebie ale niestety zabrakło w pile benzyny więc krowa przypomniała sobie że krasnoludki mają jeszcze 45 głowic termojądrowych po wojnie z królewną śnieżką. Nie zastanawiając się długo zdjęła ze ściany shotguna i poszła do krasnoludków.
Strażnicy przy bramie nie sprawiali większych kłopotów gorzej było w środku, bo krasnoludki szybko biegały we wszystkich kierunkach, ale krowa miała 2000 magazynków więc zbytnio jej to nie przejęło i strzelała dalej. Następnego dnia gdy wszystkie ściany w forcie krasnoludków pokryły się krwią i nie biegał już żaden z tych upierdliwych kurdupli krowa rogami rozwaliła drzwi od magazynu i zabrała głowice. Już miała wychodzić gdy w kącie spostrzegła przykryty szmatą jetpack. – Odlot – powiedziała krowa zakładając jetpack'a na plecy. Wylatując z prędkością światła zdetonowała jeszcze dwie główice w bazie krasnoludków żeby mieć całkowitą pewność że nikt nie przeżył. Potem poleciała na marsa gdzie zobaczyła Ziutka opalającego się z Marsjanką w promieniach wschodzącego księżyca, niewiele myśląc obsrała ich a potem zrzuciła im na głowy dwadzieścia głowic termojądrowych. Olbrzymia eksplozja wstrząsnęła wszechświatem a krowa poleciała dalej. Na Saturnie spotkała rodzinę konia...
Olbrzymi grzyb atomowy to ostatnia rzecz jaką widzieli w życiu. Krowa z błogim uśmiechem na pysku poleciała na Ziemię i czując się w pełni zrealizowana położyła się wygodnie w hamaku i opalała się popijając sok z liści kaktusa, biedaczka nie wiedziała jednak że koń miał adoptowanego brata którym był karp imieniem Alfons. Gdy Alfons dowiedział się co się stało z jego rodziną tak się zaczerwienił ze złości że aż wyparowała woda z rzeki. Alfons założył wrotki i pojechał na polanę gdzie opalała się krowa, podkradł się do niej od tyłu, wziął resztę głowic termojądrowych i wsadził je krowie w dupę następnie wykopał sobie bunkier schował się w nim i zdetonował głowice, potężny wybuch wyrzucił krowę w kosmos i tyle ją widziano, a szczęśliwy alfons położył się na hamaku i zaczął się opalać... Biedaczek zapomniał jednak że jest rybą i wkrótce się udusił.

Morał jest taki: nigdy nie zadzieraj z młodszym, adoptowanym bratem konia (chyba żę jesteś głupią krową), bo polecisz w kosmos i nigdy cię nie znajdą.





KOŃEC
(Ciąg dalszy być może nastąpi!!!!!)